15. Coś gorszego od śmierci?
Następny w czwartek!
*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`
Odcinek bardzo trudny do zrozumienia, bo wyjaśnia, jak po kolei na świecie pojawiały się Kiśle. Jak i w jakim celu. A również dlaczego zaprzestały bawić się czasem.
Więc radzę się skupić!
Odcinek mało śmieszny i ciężki do zrozumienia, ale mam tam dwa cytaty, które mi się spodobały, ale o tym powiem na końcu, żeby nie psuć wszystkiego.
*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`
Smutna historia, o dość przygnębiającym zakończeniu, które tak naprawdę mogło mieć przygnębiających zakończeń setki, której początek bierze się w małym miasteczku Cheer Town…
Dziewczyna otworzyła gazetę. A działo się to dawno temu, zanim ktokolwiek myślał o porywaniu Petea Wentza. Przeczytała wszystkie artykuły i sięgnęła po kolejną gazetę. Na pierwszej stronie jakaś słynna para hollywoodzkich gwiazdek rozstaje się po raz kolejny. Dziewczyny nie interesowały podobne sensacje. Bardziej zainteresowały ją nekrologi.
- Znalazłam – szepnęła do siebie.
Chwilę później znalazła się jeszcze bardziej dawno temu…
*
Dziewczyna uwierzyła, że tamta druga przeniosła się z przyszłości. Była w końcu nią, Kiślem, a komu jak komu, ale sobie samej Kisiel postanowiła zaufać.
- Dziewczyna powiesi się za trzy dni – wytłumaczyła z przykrością Kisiel – Bała się powiedzieć matce, że zaszła w ciążę.
- Gdzie to jest?
- W Cheer Town. Jedziemy?
Kisiel kiwnęła tylko głową i powiedziała:
- Jedziemy.
*
Trzy dni później Kiśle siedziały z jakąś młodą dziewczyną i piły herbatę. Oblewały swoje zwycięstwo tak słabym trunkiem ze względu na stan tej trzeciej. Jakiś blady chłopak z przerażeniem ściskał jej dłoń. Matka dziewczyny ściągnęła usta, bo jak widać, nie była zachwycona sytuacją, ale przyjęła ją do wiadomości i postanowiła córce pomóc.
Ogólnie: wszyscy byli przerażeni oprócz zadowolonych z siebie Kiślów.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi, a właściwie zaczął do nich walić. Gdy został wpuszczony do środka, usłyszeli informację, od której Kiśle równocześnie się zakrztusiły.
- Pani Estelle się powiesiła… - wysapał gruby mężczyzna.
Wszyscy wybiegli na podwórko.
- To miała być Gabi – powiedziała jedna Kisiel do drugiej.
*
Kilka dni później i kilka dni wcześniej do Cheer Town wjechały trzy tak samo wyglądające kobiety. Musiały zająć się zarówno Gabi jak i Estelle.
A później siedziały na ganku u pani Estelle razem z Gabi, a starsza pani narzekała na „tę dzisiejszą młodzież”, czym żadna się nie przejmowała.
Wieczorem dowiedziały się, że Tom, no wiecie, ten mechanik, co mieszkał koło sklepu powiesił się…
*
Cztery Kiśle ze strachem zmierzały do Cheer Town. Postanowiły, że to ostatni raz, kiedy próbują. Jak się nie uda – to nie ich wina.
Na wiadomość, że córka jest w ciąży, matka Gabi powiesiła się.
Przez tyle dni spędzonych z Gabi wszystkie Kiśle zaprzyjaźniły się z domownikami. Nie przyszły na pogrzeb, jedna wróciła znów.
*
Richardo powiedział, że odkrył sposób, by przenosić się w czasie bez klonowania się ciał. Wszystkie pięć Kiślów zgodnie powiedziało, że nigdy więcej się nie przeniosą. Problem polegał na tym, że z każdym przeniesieniem poznawały mieszkańców wioski i przecież nie mogły pogodzić się z czyjąś śmiercią…
Dzień dobiegał końca, a nadal do uszu żadnego z Kiślów nie dobiegła tragiczna wiadomość. Z każdym przeniesieniem to wszystko było trudniejsze – o ile łatwo udawać bliźniaczki, o tyle pięcioraczki wyglądające kropka w kropkę tak samo, wzbudzały pewne zainteresowanie. Dlatego też musiały pracować osobno, każda zajmowała się jakąś rodziną, a wręcz kilkoma.
Kiedy wybiła północ, każda z Kiślów ścisnęła w dłoni telefon. Znajdowały się w różnych częściach miasta, ale równocześnie poczuły ulgę – brak wiadomości od pozostałych oznaczał, że tragiczna data wreszcie minęła, a nikt nie przybiegł by powiedzieć sąsiadom, kto się powiesił.
- Muszę już jechać – powiedziały równocześnie i niezależnie od siebie, po czym po licznych serdecznościach wyszły z pięciu domów.
Przyjrzyjmy się teraz jednej z Kiślów. Wychodzi uśmiechnięta, bo skończyła się już ten tak ciężki dla nich okres. Codzienna praca z innymi, codzienny trud, by wpoić ludziom, że ich życia są wartościowe była niezwykle męcząca. W dodatku zwykle nagradzana czyjąś śmiercią.
Kisiel wyjmuje pęk kluczy i postanawia odszukać właściwy przy pomocy blasku światła księżyca. Jej twarz zamiera na chwilę, gdy coś w krajobrazie zdaje się nie zgadzać. Zamiera na chwilę, by zamrzeć w wyrazie otępiałego przerażenia i przeobrazić się w grymas człowieka, który zaczyna wrzeszczeć jak opętany.
Pośród wrzasków usłyszeć możemy również stukot upadających na chodnik kluczy, a później trzask licznych otwieranych drzwi.
Nie patrzmy już na to z perspektywy ptaka. Spójrzmy na to z perspektywy człowieka…
Dookoła podnosiły się kolejne krzyki, nawoływania o pomoc, jakiś cichy, ale drżący szept, który miał uspokoić Kiśla. A na tle dużego księżyca w pełni zobaczyć można było dwie nogi, które wbrew naturze wszechświata nie stały na ziemi, lecz unosiły się ponad nią. Nie tyle, że nieruchome. Były sztywne. Tak sztywne, że silny wiatr poruszał je ociężale, a one jakby z pewnym opóźnieniem poruszały się posłusznie nie zmieniając pozycji, w jakiej zamarły.
Bolesny dla duszy był również dźwięk, jaki wydaje odcięte od drzewa ciało. Przypomina upadek worka z ziemniakami. Sam odgłos nie byłby tak przerażający gdyby nie fakt, że w mózgu rozkwita myśl: to NIE jest worek z ziemniakami. To człowiek. Człowiek po takim upadku powinien krzyknąć, zwinąć się z bólu, lub chociaż westchnąć. Nie powinien pozostawać wciąż i wciąż w tej samej pozycji. Wciąż tak samo.
I nie pozostał. Ciało upadło, z hukiem godnym worka z ziemniakami haftowanego złotymi nićmi.
Nie pozostał w takim samym bezruchu – z ciała zsunął się but i z cichym pyknięciem, leżąc na chodniku, obwieścił światu koniec egzystencji swojego pana.
*
- To nie jest prośba. Ja nie pozwalam wam wrócić do przeszłości znów – powiedziała jedna Kisiel pozostałym czterem – Wy tego nie widziałyście. Nie pozwalam… to najwidoczniej tak ma być…
- Jak możemy na to pozwolić? Pan Jones miał chorą żonę i czwórkę dzieci!
- Wiem… - szepnęła dziewczyna z oczami pełnymi łez – Zrozumcie jednak, że komuś w Cheer Town przeznaczona jest śmierć… Nie możemy… nic… na to… poradzić – mówiła wciąż szlochając – Ja tego… nigdy nie… zapomnę…! Nie mamy wyjścia! Musimy się… z tym pogodzić!
- Mamy wyjście. Wyjście, żeby to nigdy się nie wydarzyło – powiedziała nagle po chwili milczenia Kisiel.
Spojrzały na nią z wyczekiwaniem.
- Jedna z nas przeniesie się…
- …nie! mówiłam, żeby już nigdy…
- Poczekaj, wysłuchaj mnie. Umiemy już przenosić się bez klonowania ciał. Jedna z nas przeniesie się do czasów, zanim powstała maszyna. Ostrzeże Richarda przed tym, jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą zabawa z czasem. Zostaniemy tylko jedna i nawet nie spojrzymy do gazety, by dowiedzieć się, kto z Cheer Town się powiesił.
Kiśle chwilę się zastanowiły. Gdyby to zrobiły, nie tylko pogodziłyby się z czyimś Planem, ale i zyskałyby normalne życie. Znów bez ukrywania się. Znów bez poświęcania się dla innych…
- Ale… wtedy cztery z nas… - Kisiel nie dokończyła.
Wszystkie zamyśliły się.
- Cztery z nas zginą, prawda? – zapytała inna Kisiel ze smutkiem.
- Nie. Gorzej. Cztery z nas nigdy nie zaistnieją…
*`*`*`*`*`*`*`*`*`
Wszyscy wpatrywali się z szeroko otwartymi ustami, jak Kisiel opowiada tę historię. Odechciało im się jeść i nie miało na to wpływu wcale to, że jedzenie podejrzanie wyglądało.
- Ale… jest was przecież trzy – odezwał się w końcu Jon.
- Tak. Nie mogłyśmy się zdecydować na to, żebyśmy nigdy nie zaistniały wszystkie. To niesprawiedliwe wybierać, która z nas będzie dalej żyć. Wybrałyśmy ukrywanie się, ale życie w pięć. Tak, w pięć, dwie z nas wybrały się jakiś czas temu w podróż kosmiczną – dodała Kisiel i słabo się uśmiechnęła.
- Jak to się wszystko skończyło? – zapytała Abi.
- Przeniosłam się do momentu, gdy jest nas już pięć, właściwie w chwili, gdy miałyśmy jechać do Cheer Town. Nigdy nie starałyśmy się dowiedzieć, kto wtedy zginął, ale kiedyś w Chicago widziałam Gabi z synkiem. Więc to nie ona…
- Później – zaczęła druga Kisiel – Długo po tych wydarzeniach, znów się przeniosłyśmy. Ale to dlatego, że spłonął nam dom. Wróciłam powiedzieć, że nie zostawia się świec blisko firanek – zaśmiała się – Następnym razem podtopiło nam dom, więc uznałyśmy, że to nie przypadek, tylko przeznaczenie i wróciłam, żeby ubezpieczyć dom.
- Wracałyśmy kilka razy – ciągnęła Kisiel – w drobnych, prywatnych sprawach. Nigdy więcej nie mieszałyśmy się do nieszczęść innych osób. Egoistyczne podejście, wiemy…
- Jednak teraz poważnie zastanawiamy się, czy nie namówić Richarda do zniszczenia maszyny. Jeden z naszych sąsiadów trzy razy się oświadczał dziewczynie, przy czym za drugim razem został odrzucony. Było nam z tego powodu przykro i czułyśmy się winne, bo w końcu to z naszego powodu zmieniła się jego przyszłość.
- Czyli niektórych przyszłość się nie zmienia? Niektórym są pewne zdarzenia przeznaczone? – upewniła się Honey, a Kiśle pokiwały głowami.
- Jak się zdążyłyśmy przekonać, wędrówki w czasie nie są dobre. Są niebezpieczne. Nie powinno się igrać ze światem. Ktoś zaplanował nam takie, a nie inne życie i chyba musimy to przyjąć.
- Jak tak mówicie, to odnoszę wrażenie, że całkiem niedługo przekonamy się, że podróże kosmiczne też nie są dobrym pomysłem – powiedziała Liv, na co wszyscy jakby się zmartwili, milczeniem przyznając jej rację.
- Dzięki, Kiśle, za opowieść. Bardzo… pouczająca. Przygnębiająca, ale i pouczająca.
- Wiemy – odparły Kiśle – Dlatego staramy się być miłe dla ludzi, zdajemy sobie sprawę z tego, że tak naprawdę to najbardziej się liczy. Inni ludzie pomagają nam być szczęśliwymi, bo to dla nich się staramy. Mówię to ze szczególną uwagą na Ryana i Liv, którzy mogliby powstrzymać się przed docinkami!
- To on zaczyna!
- To ona zaczyna!
- Tak, jasne… Dlatego zgłaszam was na ochotników do wspólnego mycia naczyń po dzisiejszej kolacji – powiedziała radośnie Kisiel, po czym dodała – Przeczytałam regulamin stołówki. Dwie osoby sprzątają po reszcie. Kto jest za?
Wszyscy przy stoliku oprócz Ryana i Liv ochoczo unieśli w górę palce.
- Przegłosowani. To dobrze się składa, bo już was wpisałam na listę chętnych.
Liv burknęła coś pod nosem, ale zdecydowała się nie odzywać. Ryan z naburmuszoną miną opowiedział tylko, że:
- Ja przecież nie mam nic przeciwko, to nie ja się kłócę.
Dokończyli jeść dziwne danie, gdy Jon przemyślał sobie sprawę.
- Jedna z was mówiła mi, że jesteśmy waszym ulubionym zespołem. Czyli śledziłyście jakoś naszą karierę, czyli… - zastanawiał się głośno - …czyli wiecie, co nam się przytrafiło!
- No… powiedzmy. Nie byłyśmy dalej jak przed nagraniem nowej płyty. Nie słyszałyśmy jej nawet…
- Aha… czyli o pracy nic nie wiecie, a o naszym życiu prywatnym? Czy ja zgoliłem brodę?
- Nie.
- To dobrze. To znaczy, że jednak nie dałem się namówić Cassie. A właśnie! Możliwe, że w innym wcieleniu nie byłem z Cassie! – przeraził się.
- Hmm… z tego co pamiętam, to do tej pory zawsze byłeś z Cassie. I naprawdę, nie mogę ci nic mówić.
- Do tej pory? Co to znaczy? Że co… że się rozstaniemy?
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Muszę wiedzieć! No wiecie, żeby w razie czego zacząć działać… ogolić się jednak, czy coś…
- Tutaj to rzeczywiście radzę się ogolić – powiedziała Liv – Muszą być skrajnie tępe, żeby nie zwrócić uwagi na taką brodę, ale gwarantuję, że już niedługo.
- Cicho, ja tu wyduszam prawdę z Kiśla! – oburzył się Jon.
- Nie powiem ci i tak. Żyj tak, jak miałeś żyć. Wszyscy zjedli?
Pokiwali głowami.
- No to chodźmy.
- Pomożemy z Abi zanieść te naczynia, a wy idźcie – powiedziała Honey i mrugnęła do Jona, szeptając – wyduszaj tę prawdę.
- Nie, naprawdę, radzę nie próbować – ostrzegła Kisiel – nauczyłyśmy się, że trzeba pogodzić się z rzeczami, których nie można zmienić.
Ryan wziął naczynia i w zamyślaniu pokiwał głową. Wysłuchał opowieści Kiśla i wcale się nie dziwił powyższemu stwierdzeniu.
Tyle, że on całe życie żył zasadą: zmieniaj to, z czym nie możesz się pogodzić.
I nie zamierzał żyć inaczej.
*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`
Więc w tym odcinku podobały mi się najbardziej:
"- Cztery z nas zginą, prawda? – zapytała inna Kisiel ze smutkiem.
- Nie. Gorzej. Cztery z nas nigdy nie zaistnieją…"
To mi się podobało, bo osobiście na przykład jestem przeciwko aborcji. Śmierć jest końcem szansy, jaką jest życie, a nieistnienie - jest całkowitym brakiem tej szansy. Tak tylko nawiązuję, nie mówię tu o przypadkach typu wybór między śmiercią swoją a śmiercią dziecka (czy płodu, jak kto uważa). Sprawa ideologii, jednakże uważam, że dla osoby wierzącej jest to zabójstwo, a dla ateisty odebranie tej SZANSY. Tak mi się filozoficznie zebrało, nie przejmujcie się mną. Tak się tylko zastanawiam: sądzę, że nikt nie może zaprzeczyć istnieniu duszy - chyba coś takiego mamy. Kto może wiedzieć, kiedy "to coś" się w nas pojawia?
Sorry, praca o aborcji na religię wpływa na mnie dodatkowo do przemyśleń.
Innym cytatem, który mi się spodobał u mnie samej to:
"...trzeba pogodzić się z rzeczami, których nie można zmienić."
"...zmieniaj to, z czym nie możesz się pogodzić."
Tak w połączeniu też miłe.
Znając "przyszłość" aż by się chciało odpowiedzieć na Asikowe:
"2. Liv - tylko czekam - aż zauważy, że kogos jednak lubi płci meskiej.
I zapamieta, że ... RYAN, nie GEORGE.
3. Logia pocałuje kogoś. Nie ważne, czy dziewczyna, powiedzmy, obojniaka, bo one takie tam są, obojniacze." (Asia)
ale niestety - nic nie wyduszę. Niektóre rzeczy są banalne i konwencjonalne, ale mam nadzieję, że pojmiecie zakończenie całego opowiadania.
Odpowiem natomiast Asi na:
"1. Uczucia. Cięzko to opisać ogólnie."
Oj, trudno. Chciałabym pisać tak, żeby się ludziom ścisnęły serca, wyciskać łzy smutku, wywoływać strach i w ogóle... Zacznę więc tworzyć jakieś wirusy komputerowe, buahaah. Cel będzie osiągnięty. Ewentualnie pisać podręczniki szkolne...
"Kończę, kiślu! Ucz się, ucz!" (Asia również)
Nieeeee chceeeee!
An!u - dobrze rozumiesz. Ona chciała pocałować koleżankę, ale jej nie wyszło. Żeby was choć troszeczkę zżerała ciekawość to powiem, że jej usta i czyjeś usta zetkną się, gdy...
Ach! Więcej nie powiem!
"A co do tej przypadkowości i losowości to... Strasznie mądre mi się to wydało." (An!a)
Ciekawa jestem, co powiesz teraz...
"Powtórze się uwielbiam tą parę - Ryana i Liv. Kto się czubi ten się lubi? Mam nadzieję, że w ich przypadku tak będzie, chociaż nie powiem, że dosyć oryginalnie byłoby gdyby pozostali na zawsze w takich kontaktach, bądź przyjaciółmi..." (Dominika)
Ojej, no też się nie mogę doczekać, żeby się wszystko wyjaśniło! Powiem tylko, że będzie oryginalnie, ale i miło.
(...ść?)
Buahaha, kto załapał, to ma farta.
Ogólnie rzecz ujmując: tu mało jest do śmiechu, ale już chyba coś zabawniejszego będzie niedługo.
NASTĘPNY W CZWARTEK, CHYBA ŻE MNIE BABCIA ZWERBUJE DO SIEBIE.
Ach! Przypomniało mi się, że miałam coś wam powiedzieć:
Przeczytawszy te 3 (słownie: trzy) komentarze zaczęłam sobie przypominać, co miało być w kolejnych odcinkach. Mam nadzieję, ze mnie dopadnie wena twórcza i w końcu skończę to opowiadanie!
Czytam i komentuje jednocześnie, wiec tak jakby na razie nie wiem, jak się ten odcinek skończy. Z tymi samobójstwami, to chodzi o to, ze to ta losowość tak? Dobrze rozumiem? że w przypadku samobójstwa, chodziło o konkretne miasteczko, a nie o ludzi, czy co tam? Czy coś mi się pomieszało?
Cytaty faktycznie bardzo ładne. Hahaha, widzę, że u ciebie ksiądz też szaleje z tematami na prace pisemne?
A ja to powiem teraz i zapewne jeszcze nie raz, że drogi Kiślu Ty straaaaasznie się zmieniłaś od czasu ostatniego opowiadania! Zupełnie nie ta dziewczyna. Pozdrawiam.
An!a 13.03.2009
| brak www IP: 82.139.1.252
Łoł, łoł, łoł. Faktycznie ciężki odcinek. No i jak ja mam to w zwyczaju nazywać - skupcyłam się i myślę, że pojęłam ten odcinek. Smutno się zrobiło, wiesz? Po takich odcinkach nie wiem, co mam pisać, ale chce pochwalić, bo naprawde umiesz opisać uczucia. Dobrze wiesz co opisujesz i wiesz co może odczuawć postać, przez co i ja wiem co czuje postać i co czytam. Tak. Czekam na dalsze odcinki, wiesz? Ale mam nadzieję, że będzie nieco weselej. Dzięki za komentarz(e) :) I chyba zatrybiłam to na końcu. Wierzę, że wena Cię dopadnie i dokończysz opowiadanie.
Pozdrawiam.
Dominika 17.02.2009
| brak www IP: 83.7.165.133