21. Trochę romantyzmu! (dla Asi!)
Oto kisiel dodał odcinek (fanfary). Mam kilka punktów do omówienia:
1. przepraszam za tak długie niepisanie, jednakże blog4u nie chciał ze mną kooperować. Aha! Dziś też potencjalnie nie chciał, ale wzięłam go włączyłam... przez przypadek. Weszłam, zalogowałam się i oczywiście sprawdzam hasło... się zacięło. Więc wzięłam żeby wyjść, a tu: "twój panel" - nie wiem co się dzieje, ale korzystam z okazji i dodaję. Sorry, że nie było. Serio.
2. ODCINEK DEDYKUJĘ ASI, fobmróweczce, czy jak jeszcze by chciała być nazwana. Czemu? Ponieważ osobiście twierdzę, że pisze ona niezwykle romantyczne fragmenty. Może i nierealne, ale romantyczne, a wszystkim się takie rzeczy podobają. Mi też - nieralne toto, ale miło pomarzyć, nie? Chciałam też dać jakąś scenkę między dwojgiem ludzi, między którymi iskrzy i ten właśnie moment chciałam Ci Asiu zadedykować. Starałam się!
No i się wygadałm, co się stanie... ech...
Twórczość Asi, do której publikowania niedawno wróciła: (zachęćmy ją brawami!!!!!!!!)
Opowiadanie o PATD (Brendon, ale i trochę Jona i w ogóle...) made by Asia
3. Mam dość nauki!!!!!!!!!
4. Mam AŻ 11 KOMENTARZY! Powinnam chyba częściej znikać na dłuuużej! :D
5. Postaram się dodać w poniedziałek, ale co wyjdzie to nie wiem.
6. Chowam się ze wstydu pod ziemię, takie rzeczy pisać... haha, żart. Zobaczcie sami co się kryje w łodcinecku! Miłego czytania i KOMENTOWANIA!!!!!
7. Miło mi poznać nowe koleżanki, które postanowiły skomentować. Bardzo mi miło, że ktoś czytał to od początku i że się podoba. Im was więcej tym bardziej się kiślowe wrażliwe i dobrotliwe serduszko raduje.
8. Aha, nie wiem jak dalej będzie działał blog4u, więc możecie przy komentarzach zostawiać maile, w razie jeśli znów nie będzie działało - to mogę wysłać odcinki pocztą.
Obra, koniec gadania, czytać riebiata!
*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`
Wszyscy wstali, a Ryan zaspanym głosem zapytał:
- Kto pierwszy do łazienki?
- Ty idź… my jesteśmy padnięte. Jeszcze pośpimy. Nie spiesz się, pewnie woda już ciepła… Należy ci się dłuuuuga kąpiel – zachęciła Abi.
A Ryan nie wyczuł podstępu, tylko powoli zebrał się i udał do pokoju Jona.
Gdy tylko za Ryanem zamknęły się drzwi, dziewczyny wyskoczyły z łóżek, już ubrane, zwarte i gotowe.
- OK, idziemy, a najwyżej później jakoś będziemy się z tego tłumaczyć, tak? – upewniła się Abi.
- Byle nas teraz nie złapali – pisnęła Honey.
- Idę na zwiad – odparła Liv, wychodząc z pokoju pierwsza.
Pech chciał…
…a może szczęście chciało…
…że w tym samym czasie Ryan przypomniał sobie, że nie wziął ze sobą ręcznika.
Liv zesztywniała, gdy zobaczyła otwierające się drzwi do pokoju Jona i Kiślów. Szybko pomachała do obserwujących ją przez uchylone drzwi dziewczyn, aby schowały się i na razie nie wychodziły.
Ryan też zatrzymał się zaskoczony, w końcu nie spodziewał się, że Liv wyjdzie za nim, tym bardziej nie już…
- Już ubrana? – zdziwił się na głos.
- Ee… no… - powiedziała Liv usilnie zmuszając mózg do wymyślenia czegoś – Ja to ubieram się sprintem, dziewczyny to już długo. A po co ty idziesz?
- Po ręcznik – znów ruszył, ale dziewczyna zagrodziła mu drogę – Wezmę ręcznik i idę pod prysznic.
- Nie!
- Przestań się wygłupiać, o co ci…
- One tam są nagie!
Ryanowi przemknęło przez twarz coś w rodzaju błogiej myśli: to tym bardziej tam pójdę, ale zaraz przybrał wyraz delikatnego zaskoczenia.
- Och… to poczekam.
Stali nerwowo przerzucając ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
- Nie czekaj – wypaliła Liv czując, że do odjazdu autobusu zostaje im coraz mniej czasu.
- Nie… ile się można przebierać?
- Długo! Bardzo długo! Idź porozmawiać z Jonem na jakieś męskie tematy, czy coś.
- Grają sobie w pokera i piąta osoba im nie potrzebna – machnął ręką nie zauważając, że Liv staje się coraz bardziej nerwowa, a drzwi znów się uchyliły, bo dziewczyny chciały ponaglić przyjaciółkę (w końcu nie ma czasu!) - Zresztą o czym mielibyśmy gadać?
Liv rzuciła wzrokiem dookoła, złapała Ryana za koszulkę od piżamy, z całej siły przyciągnęła totalnie zaskoczonego chłopaka do siebie, by stając na palcach powiedzieć z jakby nieszczęśliwą miną:
- Może o tym?
I przyłożyła swoje usta do jego.
Na początku wydał zdziwione „mmmpmffmm”, ale już po chwili Liv stanęła normalnie, bo Ryan posłusznie pochylił się ku niej. Przerażona machnęła dłonią na koleżanki, by szybko wyszły i zatkała Ryanowi uszy swoimi dłońmi.
A wszystko jedno, niech myśli, że dziwnie całuję, pomyślała szczelnie zakrywając mu uszy tak, by nie słyszał skradających się za nim postaci.
Rzuciła okiem na dziewczyny, które radośnie podniosły kciuki do góry wyszczerzając zęby.
W odpowiedzi na ten gest wystawiła środkowy palec, żeby przekazać, co myśli o ich durnych uśmieszkach.
Jednocześnie starała się prowadzić Ryana plecami do dziewczyn, aż w końcu opierała się o ścianę, o którą chłopak podparł się ręką, jakby ograniczając Liv swobodę, a druga ręka…
„O Jezzzzuuu!” pomyślała Liv wytrzeszczając oczy i zezując na będącą tak blisko twarz Ryana.
…druga ręka powędrowała jej na biodro, odchyliła kawałek bluzki i, teoretycznie wcale nie nachalnie, ale dla Liv całkiem nieprzyzwoicie, zaczęła gładzić jej skórę.
Oczy zabolały Liv od wytrzeszczania ich na Ryana, ale postanowiła sobie, że ich nie zamknie. Nie. Oczy zamyka się tylko, kiedy pocałunek jest prawdziwy. Tak, tak. Liv nie może zamknąć oczu, bo to oznaczałoby, że może jej się to podoba. Podobnie jak nie rozluźni szczęki, o nie! Nie otworzy ust za szeroko, bo to już by było obrzydliwe!
Załzawionymi oczami patrzyła na Rossa, który, w przeciwności do niej, miał oczy zamknięte i, również w przeciwności do niej, wargi pracowały mu szybko i sprawnie.
Dobrze, że chociaż już przestał pchać się z jęzorem…
Pisnęła, nie otwierając ust, bynajmniej nie z podniecenia, tylko z pragnienia, by to się skończyło, z niejakim błaganiem do przyjaciółek, by się pospieszyły.
Ryan zinterpretował to chyba inaczej, bo aż za bardzo zbliżył swoje ciało, kąciki ust poderwały się do góry i na chwilę, dumny ze swoich całuśniczych umiejętności, uchylił powieki, by spojrzeć na Liv.
Ale Abi i Honey jeszcze nie zniknęły za rogiem, dlatego Liv wbrew sobie, przywarła do chłopaka mocniej, tym razem ścisnęła mu policzki tak, by nie mógł zbytnio manewrować wargami i zaczęła obsypywać mu oczy pocałunkami, żeby ich przypadkiem nie otwierał. Dziewczyn już nie było widać na korytarzu.
Liv z ulgą odsunęła jego głowę, a gdy próbował znów zbliżyć do niej twarz, skutecznie powstrzymała go, przytrzymując za włosy.
Stali naprzeciw siebie, zaskoczeni tym, co się właśnie wydarzyło, Ryan zdobył się tylko na dwa sapnięcia, jakby chciał coś powiedzieć, a nie mógł, podczas gdy Liv, marszcząc czoło wypiszczała:
- Muszę lecieć!!!
Wyswobodziła się z ramion Ryana i uciekła do przyjaciółek.
Osłupiały Ryan stał przez jakiś czas w tym miejscu, powiedział do siebie „hyyyyy”, by z uśmiechem spokojnej radości skierować swe kroki do pokoju Jona.
To się basista zdziwi!
*
Na drugim korytarzu Liv dołączyła do dziewczyn, które radośnie ją przytuliły. Co dziwne, Liv nie broniła się przed tym przytuleniem, ścisnęła je mocno, podobnie mocno jak zamknęła powieki, spod których popłynęły łzy.
- Och, Liv… nie myślałam, że ty tak to przyjmiesz! Och, tak mi przykro… - Honey pogładziła ją po plecach.
- Nie płacz, kochanie, to sprawiło ci taką przykrość? No nie płacz, już, już… - dodała Abi, na co Liv zaniosła się szlochem.
Abi i Honey spojrzały po sobie, przerażone. Liv była osobą, której nie zdarzało się płakać.
- Boże, Liv, spokojnie, to tylko pocałunek. Co on ci takiego zrobił.
- Niiiiiccc… - odpowiedziała i trzymała je mocno w uścisku dalej.
- Mamy z nim porozmawiać? Żeby cię przeprosił, czy coś? – zapytała troskliwie Honey.
- Przecież to ja go pocałowałam… Nie o to chodzi… - Liv w końcu je puściła i razem zaczęły szybko zmierzać do przystanku.
- Więc o co chodzi?
- Bo ja go lubię, dziewczyny! A teraz on sobie pomyśli… że ja… On jest fajny, a ja go pocałowałam, nie chciałam, żeby to tak wszyło… Dlaczego on się nie wyrwał? Dlaczego?! Czemu pozwolił mi się pocałować?
- Myślę, że on też cię lubi, ale w trochę inny sposób, Liv. Ty mu się chyba spodo…
- Cicho, nieprawda! Ja się nie podobam chłopakom, spójrzcie na mnie: spodnie od dresu, za duży T-shirt… ja się nie mogę podobać.
- A jednak, Liv.
- Słyszałyśmy, jak wczoraj gadacie w nocy. Niby totalnie różne charaktery, ale jednak podobni…
- Ja nie chciałam, żeby tak wyszło, nie…
„…nie dziś, nie w takim miejscu, nie dlatego, że musiałam kryć przyjaciółki. Nie z otwartymi oczami i zamkniętymi zębami. Nie kiedy była w brzydkim ubraniu i bez makijażu. Tak, z nim. Ale nie w taki sposób”
Serce Liv kołatało się w jej piersi. Skąd takie myśli? Skąd ten szloch? Przecież nie chciała się podobać Ryanowi, ani żadnemu innemu chłopakowi, przecież ona była inna. Nigdy nie miała żadnych wymogów co do całowania, co jej przyszło do głowy, żeby narzekać w duszy na kiepską scenerię pocałunku, który przecież nic nie znaczył.
Wiele by dała, żeby to wyglądało inaczej. Żeby to nie był nic nie znaczący pocałunek…
To BYŁ nic nie znaczący pocałunek. To był NIC nie znaczący pocałunek!
- To był nic nie znaczący pocałunek… - szepnęła zamykając oczy, aż sama zdziwiła się, że wypowiedziała to głośno.
- Jesteś pewna, Liv?
Blondynka zastanowiła się chwilę. Zwierzyć się z ciężaru, czy nie? Dziewczyny zawsze bez skrupułów opowiadały o swoich miłostkach, głupich sympatiach, marzeniach nie do zrealizowania.
Może czas wypróbować, czy ona może robić tak samo?
Tylko czy jej, Liv, chłopczycy – czy jej wypada myśleć o chłopaku inaczej niż tylko jak o koledze do wspólnego pokopania piłki?
*
Ryan upadł na łóżko Jona.
- Co jest? – zapytał basista wpatrzony w swoje karty.
- Hyyyy…
- Hę?
- Hyyyy…
- Otwórzcie okno, może mu słabo! – wykrzyknęła Kisiel, a jej klon podbiegł do okna.
- Tak, słabo! Człowiek, któremu jest słabo to się chyba nie uśmiecha szaleńczo do siebie.
Ryan z miną urwisa zwrócił uszczęśliwione oczęta na przyjaciela i zaczął się śmiać.
- Chyba jednak mu słabo. Albo ma gorączkę – stwierdził Jon przykładając mu rękę do czoła.
- Ryan, boli cię coś?
- Nie. Ja… całowałem się z Liv… - zeszklonymi oczami spojrzał na sufit, a później znów na Jona i Kiśle, ciekawy ich reakcji.
Spodziewał się zdziwienia, oburzenia, niedowierzania, ale nie:
- Hurra!
- Górna piątka!
- Wreszcie!
Ale Ryan wcale się tym nie przejął, zaśmiał się znowu, bo szczęście dziwnie rozpierało go od środka. To był niby tylko pocałunek, ale od kogo! Tak, wiedział, że Liv jest całkiem ładną dziewczyną, ale przede wszystkim dziewczyna była dla niego typem, który na złość światu uważa wszystkich za gorszych od siebie – odnalazł tu pewne podobieństwo do siebie – a już facetów? Faceci to niech się do niej nie zbliżają za blisko, bo…
…bo ona nic nie poradzi na to, że ma kolana akurat na wysokości jaj…
Pocałowała go dziewczyna, która ma głęboko gdzieś to, że gra na gitarze i jest z tego znany, sławny. Raz zapytała o zespół, po czym później wykrzyczała, że chciała tylko podtrzymać rozmowę. Dla niej ważniejsze było to, że Ryan lubi Gwiezdne Wojny.
- Opowiadaj! – poprosił Jon.
- Wyszedłem od was, a na korytarzu stała ona. Zaczęliśmy rozmawiać i …
- I?
- Iii?
- Iiiiiiii?
Ryan czuł na sobie ciekawskie spojrzenie czterech par oczu (w tym trzech identycznych par).
- I nagle chwyciła mnie za koszulkę, przyciągnęła do mnie i…
- IIiiiiiiiiii?
- No, i pocałowała mnie.
- Co?!?! – krzyknął rozczarowany Jon – Co ty, nawet nie potrafisz pierwszy dziewczyny pocałować?
- Jest! Golisz brodę! Golisz brodę! – ucieszyły się Kiśle.
- Co za ciota z tego mojego przyjaciela.
Ryan znów się tylko roześmiał. Wczorajsza złość wyparowała, czuł się tak bardzo wolny… Tak bardzo szczęśliwy… Czuł, że MOŻE być szczęśliwy, nawet on, on – Ryan Ross. Nie gitarzysta zespołu rockowego. Ryan Ross…
- To było dziwne… Ona to zrobiła tak bardzo nieśmiało. I w ogóle, przyciągnęła mnie gwałtownie, ale całowała delikatnie, właściwie to ja ją całowałem… I było naprawdę świetnie, chociaż bez języka…
- Bez? Ciota. I pedał. I moja broda! – odburknął Jon.
- Oj, cicho, Jon! On tak tylko gada. Fajnie, że…
- A co się stało później?
- Później ona powiedziała, że musi lecieć i… uciekła.
- Może nie umiesz całować – podsunął Jon.
- Sam nie umiesz całować! Oczywiście, że umiem! Aż mruczała z rozkoszy, wiesz? I co ja mam teraz zrobić?
- No jak to: co? Normalnie, kup kwiatki, zaproś gdzieś…
- Gdzie, tutaj? Poza tym… To koleżanka, nie?
- Ach, więc ci się nie podoba?
Ryan zastanowił się… czy ona podoba mu się tak naprawdę, czy po prostu jest ona interesującą dziewczyną? Czy jest zafascynowany tym, że TA dziewczyna go pocałowała?
- Bo ja wiem… Jak to poznać?
- Motylki w brzuchu były?
- Jakie… co?!
- No, takie uczucie w brzuchu? Jakby coś fruwało? To niezawodna oznaka zakochania – przekonywała Kisiel. Ryan się zaniepokoił.
- A co, jeśli nie?
- A zaczęło się robić ciasno w spodniach? – Ryan posłał zniecierpliwionemu Jonowi tylko wymowne spojrzenie – No, a to znaczy więcej niż głupie motylki!
*
Pete Wentz leżał kolejne godziny na łóżku, a w dodatku odmawiał zjedzenia czegokolwiek, tłumacząc na początku, że nie jest głodny.
A później, że nie ma siły i chęci, by podnieść do ust łyżkę.
- Pete, musisz jeść – powiedziała Prezydent osobiście próbując go karmić.
- Nie… - wyszeptał.
- Pete, zrozum, inaczej po pewnym czasie umrzesz!
- Zabiłem ją…
- To nie twoja wina.
Kolejne łzy spłynęły po utorowanych ścieżkach, chociaż nie miał siły już płakać. Pociągnął nosem.
- …chcę iść na jej grób…
- Nie ma grobu.
- Nie było pogrzebu… nie ma grobu… zabrałyście ją, zanim się pożegnałem. Nie ma grobu…
- Mówiłam ci już. Tłumaczyłam. To…
- …niepraktyczne, wiem…
- Zjedz coś.
-…należy jej się… szacunek…
- Pogrzeby i groby nic już nie mogę pomóc zmarłym. Nic nie może zmienić ich sytuacji!
W Petea wskoczyła iskierka energii…
- Pogrzeby i groby nie są dla zmarłych, głupia kobieto! One są dla żywych… - opadł znów na poduszki - …żeby pogodzili się z tym, że zmarli nie należą już do nich…
O rany... Nie wiem co napisać. Podoba mi się to że rozwinął się wątek z Liv i Ryanem. Było na swój sposób romantycznie. :d Podoba mis ię strasznie ten odcinek i z niecierpliwością czekam na następny!
PS U mnie również nowy odcinek. :D
Fatmatysiak 02.04.2009
| brak www IP: 77.91.30.95
Bardzo żałuje ze weszłam tutaj, tak późno...I chociaż moje słowa mogą dla Ciebie niewiele znaczyć, to nigdy nie sądziłam, ze można tak dobrze opisać tak dobrze uczucia, za pomocą słowa. Bardzo mi się podoba.
Ten odcinek niezwykle romantyczny, chodź może się nie znam ich kłótnie bardzo mi się podobały.
Dobrze. Czekam na następny i pozdrawiam !
happy_end 01.04.2009
| brak www IP: 217.153.90.242
"Zmarli nie należą do nich"? Oburzyło trochę mnie to zdanie. Czytałaś może książkę Paula Colelho "Jedenaście minut"? "Mieć najważniejszą rzecz na świecie, ale jej nie posiadać". Ładne c'nie?
Dobra. Co do odcinka. Na jakiś sposób romantycznie było. Tylko niekonwencjonalnie romantycznie. Cholera. I tak mi się podobało, co mam powiedzieć? Miałaś racje mimo że ponoć żartowałaś. Dużo dzieje się w 21 odcinku. I zaczyna mnie bardziej szczerze powiedziawszy interesować wątek z Liv i Ryanem niż z Petem. No i ten. Oby blog4u kooperował z Tobą w najbliższym czasie. I ten. Pozdrawiam.
Dominika 01.04.2009
| brak www IP: 83.7.143.184
Dziekuję, dziekuję, i za dedykację, i za przypomnienie bloga ;)
Liv, biedna, się jak ja zachowuje - serio.
Miałam identyczny incydent
przykre, ale prawdziwe.
A Ryan, jak na mężczyznę przystalo, poczuł miłość dołem, nie górą.
Kończę, bo jeszcze muszę sie spakować na jutro do Włoch(!) baaaj:*
Asia 01.04.2009
| brak www IP: 83.5.20.10