18. Idiotyzm rekompensuje. Kobiety kochają brutali?
Karma Police
Polecam wam, dopiero 3 odcinki, więc można szybciutko nadrobić, zwłaszcza, że weekend się zbliża.
Dziękuję za komentarze!
Fatmatysiak - miło, że się ujawniłaś :D potrzebni mi są ludzie, którym toto się podoba.
Dominika - dzięki, że ciągle i wytrwale jesteś!
*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`*`
Ryan, Jon, Kiśle, Abi, Honey i Liv wsiedli do autobusu. Oddalili się od reszty pasażerów, co na szczęście nie było zbyt trudne.
Ryan siedział w myślach tworząc dalej listę rzeczy, których nienawidzi.
Nienawidzę, gdy inni sterują moim życiem, pomyślał.
Wznieśli się nieco w powietrze, jak na filmach o przyszłości.
Nienawidzę, gdy ludzie sobie ze mnie kpią, dodał w myślach.
Tymczasem Jon zastanawiał się, za jaki czas może rozpocząć akcję zatytułowaną „skierować uwagę Liv na Ryana”. Na razie wolał zostawić go z własnymi myślami.
- Apsik! – kichnęła Honey.
- Na zdrowie – szepnęły Kiśle.
- Apsik! – powtórzyła brunetka.
- Mam nadzieję, że to nie alergia na mnie – zaśmiał się Ryan.
„Czyli już mu przeszło” pomyślał Jon.
Tak, twarde kobiety, takie jak Liv, na pewno kochają twardych facetów. Kochają brutali. Tak… Hmm… Patrząc na dość wysokie, ale wątłe ciało Rossa, trudno było o nim myśleć jako o brutalu. Brutale nie otwierają przed koleżankami drzwi (chyba, że kopniakiem), nie ustępują im miejsca przy oknie, nie starają się mówić „dziękuję”, „przepraszam”, „proszę”. Trzeba znaleźć w nim coś… brutalnego.
- Nie martw się, George, skoro ja na ciebie nie mam alergii, to ona tym bardziej – pocieszyła go Liv, a co najdziwniejsze, powiedziała to z uśmiechem! Ha!
- Nie jestem George – odparł sucho Ryan.
„Nooo, nie, zaraz znów się zacznie, trzeba zmienić temat” pomyślał szybko Jon.
- Heh, Ryan zawsze taki oschły jest. Taki typ brutala, można powiedzieć – powiedział Jon, na co dostał w odpowiedzi pytające spojrzenia.
Ryan – typ brutala?!?!
- Co to ma znaczyć? W sumie rzeczywiście, brutal ze mnie, okrutnie rozprawiłem się wczoraj z pająkiem – zaśmiał się Ryan.
- Tak źle potraktowałeś swoją ostatnią dziewczynę!
- Jac? O nie, to ona źle potraktowała MNIE!
- Nie Jac, Mary!
- Jaką Mary?!
- Widzicie? Teraz nawet nie pamięta jej imienia! – odparł radośnie Jon, uznając to za bardzo brutalne.
Plan był genialny, tylko czemu Liv spojrzała na Ryana jak na robaka?
- Głupoty gadasz, Jon! Z Mery byłem raz w kinie i to nie było wcale chodzenie. Tyle! A ona była straszna.
- To ty byłeś dziwny!
- Opowiedz! – zażądały Kiśle.
- No więc przy teledysku do „I write sins” pracowała taka jedna Mary…
*
Pete grał, grał cały czas i bez wytchnienia. Aż żal mu było myśleć, że jak zmęczy go gra, będzie musiał obudzić się w tym białym, sterylnym i tak cichym świecie!
W myślach ułożył sobie listę piosenek, które MUSI, po prostu musi zagrać…
*
-… zapytałem, czy nie jest głodna, bo ja umierałem z głodu. A że w pobliżu nie było żadnej porządnej restauracji, musiałem zaprosić ją na zwykłe frytki – opowiadał Ryan, a wszyscy chłonęli jego słowa jak spragnieni wodę – i ona nie chciała z ketchupem… A później zapytała, czy może wziąć mój! I wzięła z moich frytek ketchup! I miała białe spodnie! I ten ketchup na nie się polał! A ona nawet nie zwróciła na to uwagi!
Czekali na dalszą część opowieści.
- No to wszystko!
- I dlatego się więcej nie spotkaliście? Bo ci ukradła ketchup?! – Liv wypuściła z siebie powietrze.
- NIE!!! Dlatego, że ja nie mogłem wytrzymać, nie mogłem patrzeć na tą wielką plamę z ketchupu na takich białych spodniach?! No umówiłybyście się jeszcze raz?
Mina dziewczyn wyrażała: totalne zdziwienie, bądź totalne niezrozumienie, bądź totalną pogardę.
- Przecież sam mówiłeś, że była bardzo fajna, miła i ładna! Że świetnie wam się gadało! – nie mogła zrozumieć Honey.
- Mówiłem – zachwycił się sobą Jon – Brutal!
- Zwykły pedał… o, przepraszam, pedant.
- Znowu zaczynasz, Liv?
- Apsik! – kichnęła Honey i sięgnęła do torby Ryana, w której poszukiwała chusteczek.
- Pedant George! Pedant George!
- Ryan! – wycedził przez zęby Ryan – Mam na imię R-Y-A-N!
- Ee… Ryan? A w dowodzie masz wpisane: George Ryan Ross… - powiedziała Honey nieśmiało wyciągając dokumenty Ryana z torby.
Ryan zacisnął usta, gdy Liv zdumiona złapała jego dowód. Nieskutecznie chciał go odebrać.
- Ha! Kłamczuch! Masz na imię George!
- Nie! Mam na imię Ryan!
- Ciszej, ludzie zaraz będą tędy wychodzić z autobusu.
- George! Przynajmniej zapamiętam twoje imię. Twoje PRAWDZIWE imię.
- Moje. Prawdziwe. Imię. To. RYAN! Naprawdę mam na imię Ryan, to w dowodzie mam George.
Ryan wstał i wysiadł z innymi z autobusu. Bestia zaczęła z niego uciekać…
- Boże, jaki on obrażalski! Mi też się Livia nie podoba, a nie robię problemu!
- Po prostu przestań mówić na niego George, dobrze? – powiedział twardo Jon, wstawiając się za przyjacielem.
- Dlaczego?! On ma tak na imię.
- On… dostał to imię po ojcu. Nie wszyscy lubią mieć dużo wspólnego ze swoim ojcem…
*
Wiele czasu minęło, odkąd Ryan wysiadł z autobusu. Teraz stał pod jakimś mostem, bo zaczęło porządnie padać, a na dodatek zaczęło się ściemniać.
Ryan nie czuł strachu. Nie bał się, że jest sam w wielkim mieście, w którym musi się ukrywać. Nie martwił się tym, co się stanie, gdy któraś z przechodzących kobiet odkryje jego tożsamość. Nie myślał również o tym, jak uda mu się powrócić do budynku, w którym mieszkali – w końcu tyle razy zmieniał dziś autobusy, że drogi powrotnej nie sposób było zapamiętać.
Deszcz i czas ostudziły jego gniew. W sumie nie obwiniał już Honey za to, że grzebała w jego dokumentach. W końcu szukała tylko chusteczki… Ani nie obwiniał Liv, że wciąż robi mu na złość. Och, jakże on lubił patrzeć na innych, gdy skręcali się ze złości, uwielbiał czasem robić innym na przekór, by udowodnić, jak bardzo nikogo nie potrzebuje.
Obwiniał siebie za to, że zostawił sześć bezbronnych kobiet i idiotę na pastwę losu.
A właściwie tych sześć kobiet nie było aż tak bezbronnych, ale idiota z pewnością to wszystko rekompensował.
Aha. I jeszcze obwiniał siebie za to, że Liv zaczyna siedzieć mu w głowie…
*
Wentz obudził się z muzycznego snu i przez chwilę czuł się szczęśliwy. A później spojrzał na palce, które wcale go nie bolały i poczuł ukłucie żalu. Po tylu godzinach grania zdecydowanie powinny go boleć, tym przyjemnym rodzajem bólu. Tym samym, który odczuwa się po zrobieniu tatuażu – satysfakcjonujący ból uświadamiający, że jesteś wart tego, co zrobiłeś. Dzięki niemu łatwiej zżyć się z tatuażem.
Zżyć się z instrumentem…
Kilka razy zgiął palce i uśmiechnął się nieco sztucznie.
- I co? – spytała Programistka.
Pete wspomniał ich rozmowę przed przeniesieniem się do świata z tymi wszystkimi instrumentami.
„… Połóż się, to się przekonasz, że masz duży wybór instrumentów. Mam nadzieję, że docenisz, pracowało nad tym dwadzieścia kobiet, a ja składałam i kończyłam wszystko całą noc” powiedziała wtedy.
Dlatego Pete’owi głupio było to jakkolwiek skomentować.
- Było świetnie – powiedział w końcu.
Ale bez żadnych konsekwencji. Bez wspomnienia. Bez realizmu. To był jedynie sen.
- Starałam się.
- Widać, jest naprawdę… dopracowany. Tak. Dopracowany program.
Siedzieli dalej w milczeniu, podczas którego Pete chwilę zastanawiał się, w jaki sposób zagaić rozmowę. Jednak dość szybko się rozmyślił, dziewczyna zapewne jest taką samą nieczułą osobą, bezmyślnie wykonującą to, co ktoś jej zaplanował. Jej nie zależy na tym, by on zagaił rozmowę. Ona ma program do stworzenia.
On nie jest natchnieniem, nie jest inspiracją. Jest elementem planu, podobnie jak programistka, jest tu, bo ma do wykonania jakiś wyższy cel, ma przysłużyć się przyszłym pokoleniom, które będą znów żyły tylko po to, by służyć jeszcze kolejnym pokoleniom.
Idea świata doskonałego, świata bez konfliktów, bez przemocy.
Tak.
Bo nie ma to jak idea.
*
- Nieźle pada – szepnęła Honey patrząc za okno – A jego ciągle nie ma.
- Idiota – odparła niby lekceważąco Liv, ale zagryzła dolną wargę, co Abi odczytała jako znak martwienia się.
Chciała jakoś je pocieszyć, powiedzieć: niedługo wróci. Wszystko będzie dobrze. Nie będzie się gniewał za tego Georgea.
Spojrzała za okno i stwierdziła, że nie uda jej się wypowiedzieć tego zbyt przekonująco, bo sama by sobie nie uwierzyła.
- A co jeśli… - zaczęła Kisiel, ale głos załamał jej się w połowie.
- On wróci. To Ryan, ja go znam. On nigdy by nas nie zostawił w potrzebie – uspokoił ich Jon, który wypalił już znaczącą ilość paczki papierosów, żeby się uspokoić.
- Taa… a co jeśli grupa tych kobiet napadła na niego i zamierza jak najszybciej się reprodukować? – mruknęła Liv.
- To i tak wróci. Wyczerpany, ale wróci. W dodatku szczęśli…
- B-b-b-uuuuu – nie wytrzymała Honey i ukryła twarz w dłoniach.
Kisiel przytuliła ją delikatnie.
- Zamknij się, bo twój płacz przeszkadza mi w nie myśleniu – warknęła Liv – A usiłuję odpędzić od siebie wyrzuty sumienia. Nie pomagasz.
- Och, Liv, to nie twoja wina – odpowiedziała szybko Abi.
- Jasne. Mam nadzieję, że wróci. Mam nadzieję…
- Tragiczny dzień. Zgubiliśmy Ryana. Nie odkryliśmy jak dotrzeć do pałacu prezydenckiego – wyliczała Kisiel.
- A na dodatek na kolację znów był przegotowany ryż! – dodał swoje Jon.
- Wygląda na to, że nie tylko nie znajdziemy mojego Petea, ale jeszcze się tu pogubimy.
Wszyscy odwrócili wzrok, starając nie patrzeć sobie w oczy. Nikt nie chciał przyznać, że Abi ma rację.
Ktoś zapukał do drzwi.
Jon podskoczył i schował się na wszelki wypadek w łazience, ale niepotrzebnie.
W drzwiach stanął przemoknięty, lecz uśmiechnięty Ryan.
- Wiem, jak tam dojechać – wysapał – Jestem padnięty…
Dziewczyny z piskami radości i łzami (tym razem też radości) rzuciły się na niego, by go przytulić. Ryan poczuł dziwne ciepło.
Ktoś się martwił…
- Dajcie mu odetchnąć! – zaśmiał się Jon, a dziewczyny posłusznie puściły gitarzystę.
- A masz, debilu! – Liv uderzyła go w ramię – Ani mi się waż robić tak więcej! I możesz się do mnie nie odzywać… GEORGE!!!
Liv z obrażoną miną rzuciła się na łóżko, a Ryan się tylko roześmiał i udał do łazienki, aby się przebrać.
Ktoś NAPRAWDĘ się martwił!
*
- Logia? To ty?
- Tak, cześć Pete.
- Wiesz co? Myślałem, że masz naprawdę na imię Logia… A to znaczy tylko, że się uczysz.
- No… tak… przykro mi.
- Nawet nie wiesz, jak mi przykro! Myślałem, że… ech, że jesteś bardziej… wyjątkowa. Myliłem się.
- Nie obwiniaj mnie, Pete.
- Nie powiedziałaś prawdy.
- Nie obwiniaj mnie za to, w jakim miejscu się urodziłam.
"- Heh, Ryan zawsze taki oschły jest. Taki typ brutala, można powiedzieć "
Z całym szacunkiem, ale myślałam, że się zleje! Ryan i brutal... Achaaa! Emeryt na wózku jest bardziej brutalny od niego! Przecież to całkowite przeciwieństwo brutala.. On jest taki wrażliwy...
Miło, ze Liv, się trochę o niego pomartwiła. Miło, że Ryan się z tego powodu ucieszył.
O!
A końcówka jak mi się podobała! Bo poruszyłaś to co mnie najbardziej irytuje. że ludzie nie mają wpływu na 70% spraw które dotyczą ich życia. Najczęściej na wyznanie, kolor skóry, tradycję kulturę, czyli wszystko to co kształtuje ludzką psychikę. A w dodatku ma się niejednokrotnie do nich o to pretensje!
An!a 13.03.2009
| brak www IP: 82.139.1.252
Kurde. Naprawde aż zrobiło mi się żal Ryana, ale Liv już irytuje tym Georgem, to zamierzona reakcja u czytelnika? Dobra, nie ważne. Doststrzegłam drobny bład. Napisałaś Mery zamiast Mary, ale to raz i pewnie przez nieuwagę.
"Obwiniał siebie za to, że zostawił sześć bezbronnych kobiet i idiotę na pastwę losu.
A właściwie tych sześć kobiet nie było aż tak bezbronnych, ale idiota z pewnością to wszystko rekompensował. " To mnie rozwaliło. Hahah.
Pisz dalej, pozdrawiam.
A i nie ma za co dziękować.
Dominika 26.02.2009
| brak www IP: 83.7.161.39
kiślu, ku\iślu, nie mam czasu czytać! wiesz jak to boli?
Znów żeruję na tym, e mama nie wie, i borń boże - aby się dowiedziała.
Co do odcinka ...
Już sama nie wiem co myśleć.
Po prostu...
Może tylko ten fragment o bolących palcach - osobiście nigdy tego nie lubiłam. Ani bolacych palców, ani gardła zdartego ...
Nie motywuje to, nie daje satysfakcji. Tylo przypomina, że zaczynało sie zmeczonym, kończy sie również takim.
Ale to moje zdanie, a to twoje opowiadanie ...
Kudre, gadam jak teściowa kleopatry w e\reklamie IKEI ...
Kończę, baj!
Asia 26.02.2009
| brak www IP: 83.5.21.191
Mobilizuję się i w końcu piszę komentarz. Skoro tak Ci na nich zależy ;) Szczerze mówiąc to się popłakałam... Przy tym fragmencie z Ryanem, na którym komuś zależy. Ogólnie ostatnio mam spory problem z panowaniem nad sobą czego konsekwencją są nagłe napady histerii i/lub cichego łkania. (Tym razem tylko mi się oczy wilgotne zrobiły, ale jednak). Co do czepiania się: idąc w Twoje ślady wytknę Ci pewien błąd (błahy) - zapomniałaś o przecinku, w tym przypadku dość potrzebnym bo zmienia jako taki sens zdania "Ryan siedział w myślach tworząc dalej listę rzeczy, których nienawidzi." Bo wychodzi, że Ryan siedział (gdzie?) w myślach. Po siedział powinien być znak interpunkcyjny. Oj no dobra. Nie mogłam znaleźć nic lepszego więc wygrzebałam jakiś nieistotny szczegół i liczę na to, że się Kisiel zarumieni ze wstydu. Hihi. Tak ogólnie tworzysz wciągającą opowieść. Czyta się ją z przyjemnością. Chciałabym napisać coś więcej, ale zostawię sobie trochę na następny raz,
Panikara 26.02.2009
| brak www IP: 77.254.19.125
No to nam się Ryan zakochuje. :D Jon naprawdę ma coś z głową skoro twierdzi że Ryro jest brutalem. Czyli, kolejny świetny odcinek. Czekam na więcej. :D
Fatmatysiak 26.02.2009
| brak www IP: 77.91.30.95